Menu

Centrum Psychologiczno-Rozwojowe

Helena Zarzecka

O porażce inaczej...

centrumperspektywa

Wszyscy mamy wiele niezdrowych nawyków językowych w naszym dialogu wewnętrznym.
Słowa zostały wymyślone do komunikacji z innymi, dlatego trudno nam opisać swoje stany i odczucia  wewnętrzne za pomocą słów.Najczęściej utożsamiamy  myśli z emocjami, a nasze przekonania z faktami.
Takim niezdrowym słowem i nawykiem językowym jest używanie – zawsze, nigdy, PORAŻKA itp. Zachęcam do przeczytania świetnego artykułu o tym......link tu kliknąć, aby się otworzył. Otworzy się w nowym oknie.


Jednym z takich niezdrowych słów jest właśnie porażka, ponieważ zatrzymuje nas na przeżywaniu, a nie na działaniu. Jeszcze gorzej jest wtedy, kiedy wizualizujemy sobie porażki. Niektórzy nawet nie zaczęli jeszcze działać, a już widzą porażkę, już się jej boją. Żeby przestać się bać i widzieć  niemalże wszystko w czarnych barwach, to warto zmienić swoje  myślenie i uzyskać równowagę pomiędzy oceną przeszłości, a przyszłości, czyli skupić się bardziej na tu i teraz. Teraz  jest moment mocy. Żyjemy tylko tu i teraz, tu gdzie jest właśnie nasze ciało. Podświadomość pojmuje jedynie czas teraźniejszy  - jeśli myślimy, że kiedyś zaznamy porażki, to przykre przeżycia są już teraz - a przykre przeżywanie  (emocja + myśl) odbiera energię do działania.  Poczucie winy może doprowadzić  nawet do bezradności.  Zatem należy się pozbywać tego zbędnego balastu, jakim jest poczucie winy.  Wybaczyć sobie i innym, nie trzymać uraz, co nie znaczy, że wybaczam temu co zdradza, temu co, pije, bije i dalej z nim  jestem.  Wybaczam, ale i zmieniam swoją sytuację czy otoczenie.


Co ciekawe jedni ludzie po przeczytaniu tego w/w artykułu chcą zmienić swoje nawyki słowne , pracują nad tym i chcą zacząć innej myśleć, czyli inaczej dobierać słów, a inni ludzie po przeczytaniu artykułu wzruszą ramionami, stwierdzą =  no fajny i nie zmieniają  nic w swoich nawykach językowych. Dalej popełniają te same błędy. Aby zmiana była możliwa, to najpierw muszę sobie uświadomić, co robię źle, zaobserwować to, a potem chcieć to zmienić.
Zmiana siebie i swojego życia to ZMIANA WEWNĘTRZNEJ MOWY, a tym samym swojego stanu emocjonalnego. Gdy zmieni się mowa wewnętrzna, to zmienią się odczuwane emocje – a jak zmienią się emocje, to zmieniają się stany emocjonalne, a z kolei, że jest coś takiego jak jedność psychofizyczna, to zmiana mowy wewnętrznej wpływa na zmianę odczuć, a odczucia z kolei wpływają na automatyczne myśli, które nam się „odpalają „pod wpływem emocji. W związku z tym możemy przyciągać inne sytuacje i zdarzenia. Czy nikogo nie dziwi, że często nas spotyka to, czego się boimy? Jeśli się czegoś boimy, to wyznaczamy sobie tym samym cel do osiągnięcia- umysł podąża za energią.  Oczywiście robimy to nieświadomie, a chodzi o to, abyśmy jak najbardziej nasze życie  kształtowali  świadomie.


Dziś na tapetę, specjalnie dla Pani K, którą znam z realnego życia: )), która jak na mój gust ciągle jeszcze chce bardziej zmieniać innych niż siebie, choć samą siebie też zmienia i pracuje intensywnie nad sobą. Tu pewnie wkurzy się na mnie, bo to wywoła w niej  emocje: ))), ale o to chodzi, prowokacje są potrzebne, a emocje popychają nas do zmiany. Bo przecież ja też chcę zmieniać innych, ale też zmieniam siebie — pacjenci i klienci przychodzą do mnie po zmianę, bo tego właśnie chcą. Przynajmniej tak mi się wydaje. Chociaż na ten temat, jeśli dobrze pamiętam , w przypowieści De Mello jest — że ludzie nie chcą się zmieniać tylko chcą poczuć ulgę. Niestety, bez zmiany myślenia i przekonań czy właściwego doboru słów dla innego znaczenia, ulga jest mało możliwa.
No to słowo porażka. Myślałam, że Pani K :)) nie ma już tego słowa w swoim wewnętrznym języku, ale jednak ma. Niestety, nasze nawyki bardzo się ciężko zmienia. To znaczy, myślę, że te stare nawyki ciągle w nas funkcjonują, co najwyżej my wyrabiamy sobie nowe nawyki. Nawyki mogą dotyczyć czynności, ale mogą dotyczyć używanych przez nas słów. Jest taka pewna cecha myślenia, która nam przeszkadza – to wyolbrzymianie. Mały problem wtedy staje się bardzo duży, a towarzyszące temu emocje są bardzo przykre. Żeby się zmienić, to pierwszym krokiem jest dopuszczenie do siebie myśli, że nie jestem idealna, że mam prawo nie wiedzieć, mam prawo do błędu itp. oraz ważne jest, aby dopuścić do siebie świadomość, że może ja mam swoje, myślenie mało zdrowe? Mało racjonalne?
Porażka i sukces to elementy dualistycznego myślenia – dwie skrajności...jak widzę sukces, to nie widzę porażki ... Odczucia sukcesu to radość a odczucia porażki to złość, smutek, żal. Bardzo ważną rzeczą, którą musimy sobie uświadomić, to – na początku było słowo (podobno tak jest) Naukowcy dalej nie są zgodni, co jest pierwsze emocje czy słowo. Moim zdaniem zwierzęta nie mówią, a emocje odczuwają - emocje to jakiś stan fizjologiczny naszego ciała, który włącza mechanizm walcz-uciekaj ( odpowiedzialny za przetrwanie).   Przemawia do mnie to, że uczucia to są  proste emocje + ocena słowna.
Za słowem stoi jakieś znaczenie, czyli uczucie. Jeśli nie chcemy danej emocji, to nie używamy określonego słowa, które tę emocję wywołuje. Słowa to lewa półkula, a prawa to obraz. Mówiąc porażka, od razu uruchamiają się obrazy i emocje czegoś okropnego i mozg zostaje pochłonięty radzeniem sobie z tym czymś przykrym, a nie działa aktywnie dalej. Przykład Pana Edisona świetnie to obrazuje.
Jednak my za pomocą manipulacji slow i znaczenia tych slow możemy wpływać na swoje życie — słowa i ich znaczenie to coś fantastycznego, co dała nam świadomość — słowo jest potężnym narzędziem, który każdy ma w swoich rękach (no, właściwie w głowie), chociaż kto to wie, gdzie te myśli i słowa powstają. Niektórzy mówią, że w umyśle – a umysł jest tak potężny, że nawet naukowcy boją się definiować, co to właściwie jest.
No to słowo porażka – przedrostek po mówi nam, że coś jest po – jest już po czymś. Porażka nikogo nie mobilizuje – porażka wzbudza przykry stan emocjonalny i wtedy zamiast na działaniu, to skupiamy się na przeżywaniu. Oj, jaki ja biedny/a doznałem porażki. (Wyolbrzymianie i fiksowanie się na emocjonalnym stanie, strata energii na radzenie sobie z przykrymi emocjami)
Tu słynna przypowieść o Edisonie, dzięki któremu jesteśmy wszyscy oświeceni:))) Ktoś, kto zna, nie musi czytać, a ktoś, kto nie zna, niech czyta (jest to we wspomnianym artykule)
Do Edisona przyszedł pewien dziennikarz i mówi – Panie Edison te 2 tysiące prób pokazało, że nie można zrobić żarówki.....na co Pan Edison – te 2 tysiące prob pokazało, jak nie należy robić żarówki. Gdyby Edison myślał kategoriami sukces – porażka, czyli nastawiony był na dualne myślenie, to zapewne nie wynalazłby żarówki. Porażka to informacja zwrotna, że coś nie wychodzi tak, jak my zamierzamy. Rezultat jest inny niż przewidywaliśmy i tyle. Po co się zamęczać z tego powodu? Po co przeżywać? Co to zmieni? Lepiej próbować innych sposobów. Jeśli ktoś nie chce ze mną rozmawiać, to może cały czas popełniam te same błędy w rozpoczynaniu tej rozmowy. A może chcę tylko komuś  coś narzucać? Bo wiem lepiej, jak powinno się żyć?
Jeśli rzecz idzie o dzieci – zwłaszcza dorosłe dzieci – to my sobie możemy zamierzać, co chcemy – to nie zależy już od nas, ale od nich. Natomiast im więcej będziemy mu/ jej dawać do zrozumienia, jakim jest nieudacznikiem (tez jest o tym w polecanym artykule) tym bardziej im zaszkodzimy. Myślokształty na temat dzieci należy budować w głowie pozytywne, a nie negatywne. To znaczy, wierzyć w to, że dziecko ma swój rozum i jak sami mamy poczucie, że swoje życie jest nieudane, to dzieci nawet nas słuchać nie chcą. Chyba każdy z nas metodą prób i błędów radzi sobie w tym życiu i jeszcze nikt za nikogo życia nie przeżył. Fajnie jak sobie pomagamy nawzajem, ale nawet jak komuś podajemy dobre kąski na talerzu, to on/ ona sam musi to zjeść, połknąć, przetrawić i wydalić.

No i bardzo ważne mieć dystans do siebie - nie utożsamiamy się z tym jakbyśmy byli tą porażką, bo pamiętajmy to tylko informacja zwrotna, że  tym sposobem  tego nie osiągniemy.

 

Ekstatyczne ja

centrumperspektywa

Podobno nasze prawdziwe Ja jest w stanie radości, szczęścia czy ekstazy cały czas i to bez względu na to, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie.

Nie doświadczymy tego, póki nie zintegrujemy świadomego i podświadomego. Nieszczęście zatem, które nas dotyka...

jest uwarunkowanym stanem świadomości. Mądrość to nic innego jak zespolenie się z bezwarunkowanym stanem umysłu. Bezwarunkowy stan umysłu to miłość, warunkowy to strach.

W celu zaznania radości należy oczyścić umysł z uwarunkowań. Chyba każdy zna warunkowanie klasyczne i eksperymenty Pawłowa z psem i jedzeniem, które pokazują, jak się uczymy, czy też warunkujemy.

Stres, wyparte treści czy emocje zakłócają dostęp do bezwarunkowej radości.

Te mądrości ekstatycznego Ja znalazłam w książce Colina P. Sissona „Wewnętrzne przebudzenie”

Z drugiej strony tak sobie myślę, jest noc i dzień, światło i mrok. Zatem chyba w porządku, że możemy doświadczyć warunkowego i bezwarunkowego stanu umysłu. Bo czyż przeciwieństwa nie tworzą całości?

Najwięcej radości zabiera porównywanie — jej syn jest zdrowszy, jej córka lepiej się uczy, oni mają lepszy samochód, dom, ona jest ładniejsza, tam lepiej leczą, jego zona jest lepsza itp. Czasami może faktycznie lepsza, może zdrowszy. Jakby nie było, to my sami nadajemy emocjonalne zabarwienia i oceny poszczególnym zdarzeniom, czy faktom za pomocą uwarunkowanej świadomości.

Tymczasem fakty są emocjonalnie obojętne, a my nadajemy im emocjonalną ocenę poprzez nasze uwarunkowane schematy.

W razie zmiany sytuacji niektóre są całkiem nieadaptacyjne i potem powrót do równowagi zajmuje trochę czasu, ponieważ musi w tym czasie ulec zmianie ocena i dany schemat.

Czyli nauczyliśmy się (uwarunkowaliśmy) - czym mamy się martwić i z jakiego powodu czuć się nieszczęśliwie. Z drugiej strony, gdy teraz o tym piszę, jakoś nie wyobrażam sobie, abym była szczęśliwa, pozostając w ciągłej ekstazie. Zatem czyż nie chodzi o świadomość jednego i drugiego stanu?

 



Dlaczego boisz się wystąpień publicznych?

centrumperspektywa

Dlaczego boisz się wypowiadać publicznie?
Dlaczego boisz się zgłosić do odpowiedzi?
Dlaczego boisz się wygłosić swoje zdanie?
Dlaczego boisz się być inny?
Dlaczego się wstydzisz ?

Bo m.in. jesteśmy uwikłani i zależni od wychowania, nasi rodzicie, też byli zależni, ich rodzice tez. Z pokolenia na pokolenie najczęstszą formą wychowania dzieci jest straszenie i zawstydzanie. Strach i wstyd oraz poczucie winy, o którym pisałam wcześniej, jest tym, co blokuje nas i odbiera nam odwagę bycia sobą.  Brak odwagi  w pewności siebie to brak akceptacji swoich słabości, swoich niedoskonałości. A to nos za duży, a to wzrost za krotki. Im więcej niedowartościowania w wychowaniu, tym więcej przykrego stanu emocjonalnego w nas. Ponadto mamy skłonność do wypierania i tłumienia przykrych uczuć, co potem uwidacznia się w myśleniu, a nawet w całych strategiach myślowych. Im więcej tłumienia, tym więcej myśli nakręcających, natrętnych i przykrych dla nas samych, jak i dla innych. Ten lęk to niepokój i napięcie, wstydliwość, nieśmiałość, nieufność, ostrożność, zahamowanie, Jesteśmy wprost uwarunkowani na ten stan emocjonalnego tłumienia przykrych emocji. Np. nie rycz, otrząśnij się, przestań rozpaczać, nie chcę tego czuć, nie powinnam tak czuć itp.
Jak obserwuję teraz małe dzieci, one są naprawdę odważne, im bardziej odważne i zbuntowane, tym więcej mogą być zastraszane, ponieważ rodzice „ujarzmiają", aby sobie poradzić.

Wszyscy znamy z wychowania przysłowiowy kij i marchewka – kara i nagroda.
Ma potężny wpływ, bo decyduje potem o strategiach myślowych i nastawieniu na działanie — działamy, bo chcemy uniknąć kary albo działamy, bo chcemy mieć nagrodę. Oczywiście w zależności od sytuacji obie strategie mogą pojawiać się na zmianę. Poszukujemy przyjemności, sukcesu, zdrowo rywalizujemy, albo nastawiamy się na unikanie niebezpieczeństw i mamy skłonność do wycofywania się.

Straszenie wiąże się z lękiem egzystencjalnym (po co żyjemy, dlaczego umieramy, jaki jest sens itp. ) Straszenie jest jedną ze skuteczniejszych metod wpływania na ludzi. Obserwujemy to niemal wszędzie i na każdym kroku. Jest jednocześnie jedną ze strategi osiągania celów tyle, że w efekcie nie prowadzi do zadowolenia, ponieważ odbywa się to na zasadzie wygrany-przegrany. Tymczasem, aby dobrze się czuć, zachować spokój i nie budować w sobie poczucia winy, czy tłumić uczucia, lepsze jest dążenie w relacjach do wygrany- wygrany.
Z jednej strony strach przed występem publicznym, strach przed jedynką itp. jest dobry, bo pomaga nam się lepiej przygotować i dążyć do tego, aby dobrze wypaść.
Dobre przygotowanie obniża strach. Gorzej jest z tym, kiedy w ogóle wstydzimy się wypowiadać publicznie na jakichś zebraniach, w grupie ludzi itp. Jest to związane z lękiem przed oceną, lękiem przed ośmieszeniem, lękiem przed utratą dobrego wizerunku samego siebie.  Zdaje się, że wynika to ze zbyt silnego skoncentrowania na sobie, za bardzo jestem skupiony na tym, jak ja się czuję, a nie na tym, jak inni mogą się poczuć. To też brak dystansu do samego siebie, to też niska  umiejętność  obserwowania  wydarzeń i samego siebie z dystansem.  W tym zakresie wskazana jest równowaga pomiędzy tym, jak ja się czuję a tym, jak ze mną czują się inni. Niewykluczone, że gdy boisz się zabierać głos, masz duże poczucie niepewności i sam siebie jeszcze się boisz i nie potrafisz ujarzmiać swoich lęków czy słabości. Może jesteś przeczulony na punkcie samego siebie, a wchodzenie  rolę ofiary i rozczulanie się  daje jakieś nieświadome korzyści.   Możesz mieć też w ogóle nierealny obraz siebie – chcesz być tylko doskonały, perfekcjonistyczny i bez skazy, a jednocześnie zwracasz silną uwagę na to, jak inni powinni się zachować, jak inni powinni postępować itp.
Jak przestać aż tak się bać? Jak budować pewność siebie?
To dość długi proces i zapewne trochę pracy duchowej w siebie trzeba włożyć, aby zmienić swoją świadomość i perspektywę spojrzenia.
Pierwszym krokiem jest uwolnienie uczuć – jest np. metoda Sedony.
Można to robić samemu, ale można to robić z kimś, kto pokaże dystans do siebie, inną perspektywę – dlatego praca ze specjalistą może być pomocna.
Uwolnienie uczuć to odczekanie aż emocja przejdzie, skończy się jej fizjologiczny przebieg. Emocja to domena naszej nieświadomości, a więc jak poczuje strach, to uwolnieniem dla strachu jest uświadomienie sobie, że go odczuwam bez osądzania, bez krytykowania, bez złoszczenia się na siebie. Wystarczy, jak sobie powiemy – nie powinnam tak czuć i już strach nie zostanie uwolniony, bo do tego dochodzi poczucie winy i złość. Emocje rosną w stany emocjonalne, potem w nastroje i uczucia, które wpływają na myślenie, a nawet na natłok dołujących myśli. A co ważne, warto się pozbyć tego, iż będąc „ofiarą”, dostajemy współczucie, podtrzymanie na duchu i uwagę innych. Narzekanie jako strategia jest nieopłacalna, ponieważ zabiera dużo energii. Za tym też stoi niechęć do pogodzenia się z przemijaniem. Emocje mijają, uczucia też mijają, ale my łapiemy jakiś stan, jakbyśmy nie chcieli się z nim rozstać. Może mamy wrażenie, że łapiemy kawałek siebie?
A tymczasem nasze głębokie ja jest zapewne czymś więcej niż przemijającą emocją. Dlatego warto sobie uświadomić, że strach i wstyd to zdrowe emocje, no chyba, że je bardzo tłumimy to przestają być dla nas zdrowe. Trzymanie czegoś zabiera o wiele więcej energii niż puszczenie.

 


Dlaczego twoja żona może zainteresować się innym?

centrumperspektywa

A może już się zainteresowała?


Pokuszę się o pewne uogólnienie, ponieważ jest to temat ważny i ciągle aktualny, a odpowiedzi, dlaczego związki się rozpadają ciągle mało.

Mężczyzna, kiedy poślubia kobietę, chce być dla niej silny, chce się nią zaopiekować, chce sam sobie radzić z problemami, aby jej nie obciążać, chce zarabiać na rodzinę. Ponadto mężczyzna przez wieki słyszy — nie wypada płakać, a tym samym nie może się przyznać do swoich słabości. Sfrustrowany woli powrzeszczeć niż poradzić sobie w inny sposób ze swoimi emocjami.
To dlaczego może zainteresować się innym?
Odpowiedzi możemy szukać w aspekcie fizycznym, emocjonalnym i mentalnym. Trudności ze zrozumieniem własnych i partnera emocji, bo przecież są one domeną nieświadomości. Pojawiające się automatyczne myśli, przekonania są swoistym filtrem, przez który przepuszczane są informacje i to one sprawiają, że odbiór może być niezgodny z intencję męża/ żony.
Np. taką myślą może być – on uważa mnie za głupią, on zawsze mnie krytykuje, na niego nie mogę liczyć itp.
Myśli automatyczne zarówno męża, jak i żony odpalają się w sytuacji konfliktowej i może to wyglądać tak:


sytuacja — mąż ubiera dziecko
żona na to — zacznij od prawego rękawka
automatyczna myśl męża – ona znowu mnie krytykuje i jego odpowiedź podniesionym tonem - – to może sama ją ubierzesz, jak wiesz lepiej?!
Automatyczna myśl zony (on znowu nie słucha mojej rady, uważa mnie za głupią) i jej odpowiedź podniesionym tonem głosu – jak zacząłeś i wiesz lepiej, to sam ubieraj!


Na tym może się skończyć wymiana zdań, ale bardziej prawdopodobna wersja jest taka, że dalej się kłócą, ponieważ oboje poczuli nieprzyjemne napięcie, które muszą rozładować. Zaczynają kierować nimi emocje i ich dialog jest podwójny — jednocześnie wymiana nieświadomych (automatycznych) myśli i tych bardziej świadomych wypowiedzi. O co w tym chodzi? o emocje, o przykre napięcie, które każdy z nich poczuł. Im więcej przykrych emocji w związku, tym gorzej taki związek rokuje pod względem szczęścia obojga. Toksyczne związki potrafią trwać długo.


Wypadkowa drobnych nierozwiązanych nieporozumień doprowadza do poważanego kryzysu, a ten może zakończyć się zdradą partnera. W tym wypadku piszę o żonie, dlaczego jeszcze może zainteresować się innym?


1. Po ślubie przytyłeś, zapuściłeś brzuch, zrobiłeś się leniwy, twoja gimnastyka to dźwiganie kufla piwa i pilota od tv, a na dodatek potrafisz rzucić jej niemiłą uwagę, np. o jej np. fryzurze.
2. Przestałeś mówić żonie o tym, co czujesz, o tym jakie masz kłopoty, nie zwierzasz się jej, tym samym oddalasz się od niej emocjonalnie. Nabrałeś dziwnego przekonania, że musisz być męski a męski jesteś, wtedy kiedy jej nie martwisz. Tym samym decydujesz za nią i nawet jej nie spytasz, czy chciałaby wiedzieć o twoich sprawach.
3. Przestajesz też słuchać i słyszeć żonę, mało wiesz o jej problemach, sprawach, co najwyżej w biegu, gdy ona coś opowiada, rzucisz jej — nie przesadzaj.A może  oceniasz zbyt mocno, a ona boi się potem cokolwiek mówić.
4. Sam podejmujesz decyzję o tym, co trzeba zrobić, o tym, co trzeba kupić, o tym, aby wziąć kredyt. Nabrałeś przekonania, że to jest bardzo męskie, kiedy nie pytasz żony co ona na to. Przestałeś się jej radzić, a tym samym przestałeś pytać ją o zdanie lub wręcz przeciwnie, sam nie masz swojego zdania, a o wszystkim decyduje ona.
5. Nabrałeś mylnego przekonania, że skoro jesteś jej mężem, to seks należy Ci się, jak psu buda. Nie musisz jej mówić miłych slow, dowartościować, pocieszyć, pomóc, Zapominasz, że seksualność kobiety i mężczyzny różni się zasadniczo.

6. Zaczynasz zbyt często jej powtarzać, bo ty mnie lekceważysz, bo ty mnie nie kochasz, bo ty...tym samym sam jej podpowiadasz i dajesz do zrozumienia, jak ma cię traktować. Umniejszasz swoją wartość w jej oczach.


Zapewne znajdziecie inne powody, ale warto być czujnym i obserwować swój związek, bo gdy zbyt późno wychwycie zdradę może być za późno na ratowanie związku. Kobieta jest emocjonalną istotą i podczas gdy ty ją oszczędzasz, nie zwierzając się jej tylko kumplowi, jakiś inny może zacząć się jej zwierzać, jaki to jest nieszczęśliwy, a ona taka piękna, inteligentna i wspaniała.

Związek jest jak taniec dwojga dusz i ciał, gdy gubi się kroki, depcze się po palcach, gubi rytm, nie zmienia się oklepanych kroków, taniec przestaje sprawiać radość. Oj, nie jest łatwo:))) Tworzenie związku to proces wielu  umiejętności.

© Centrum Psychologiczno-Rozwojowe
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci