Menu

Centrum Psychologiczno-Rozwojowe

Helena Zarzecka

Czy potrafisz budować związek?

centrumperspektywa

Dziś napiszę  parę słów o przekonaniach. Niektóre przekonania, w które wierzymy, są fałszywe i nieprawdziwe.

Np. Przychodzi do mnie młoda kobieta i jest przekonana, że nie potrafi budować związków, ponieważ  jej związek się rozpadł. Okazuje się, że partner to narkoman, manipulant, kłamca, kombinator stosujący przemoc. Czy można stworzyć normalny związek z takim człowiekiem? Poczucie winy, które ciągle odczuwała, bo wmawiał jej, że to przez nią, sprawiało, że nabrała przekonania, że z nią coś nie tak i to ona nie potrafi tworzyć relacji.

Dlaczego dajemy sobie wcisnąć "kit"? Odpowiedź zapewne jest prosta — decydują o tym emocje i to w co uwierzymy. Bardziej kierujemy się słowami, ocenami aniżeli faktami.

Jest też bardzo wiele innych sytuacji, w których nabiera się fałszywych przekonań o sobie. Np. dziecko wychowuje się w rodzinie, gdzie matka jest nadopiekuńcza i utrudnia samodzielność dziecka — z biegiem czasu taki człowiek nabiera przekonania, że jest niewiele wart, że nie potrafi, bo nie da rady, poszukuje cały czas zewnętrznej akceptacji.

Zanim poczujemy się winni czemuś tam — należy sprawdzić, czy czasami nie opieramy swojego myślenia o fałszywe przekonania, bo daliśmy sobie coś wcisnąć! 

Przekonanie osąd, zdanie oparte na przeświadczeniu o prawdziwości, słuszności czegoś.  Najczęściej "gubimy" się wtedy kiedy  mamy wiele fałszywych przekonań, a także wtedy kiedy nie bierzemy faktów pod uwagę, a próbujemy coś sobie zafałszować, oczywiście nieświadomie, bo przecież wierzymy, że dane przekonanie jest prawdziwe.

 

 Może macie jeszcze jakieś?

Małżeńskie igraszki....

centrumperspektywa

Nachodzą mnie refleksje po zajęciach ze sprawcami przemocy domowej, czyli osobami z tzw. niebieskimi kartami To nie są klasyczni sprawcy — klasyczni nie chcą nawet przyjść na warsztaty. Ci klasyczni musieliby dostać nakaz Sądu. Co ciekawe, każdego roku przybywa kobiet z niebieskimi kartami. Obecnie procedura jest tak, że policja zakłada w czasie interwencji domowej „niebieską kartę” Potem zespół interdyscyplinarny d/s przemocy zaprasza na rozmowy celem podjęcia odpowiednich działań. Taki zespół jest najczęściej w Ośrodkach Pomocy Społecznej. Natomiast Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie dysponuje środkami na przeprowadzenie zajęć edukacyjno-korekcyjnych dla sprawców przemocy domowej. Lekko się nazwa sprawców zdezaktualizowała, bo są też sprawczynie.

Do dużego kryzysu w małżeństwie dochodzi zazwyczaj wtedy, gdy coś zostanie przez którąś ze stron zbagatelizowane, a potem problem już tylko narasta. Często ten, co stosuje przemoc, czuje się usprawiedliwiony i niewinny. Często przemoc jest też odpowiedzią na przemoc. Niby to ludzki odruch – gdy zauważymy, że partner robi coś, co odczuwamy jako odrzucenie, odtrącenie, brak szacunku, reagujemy wściekłością, złością, a czasami nawet furią, nad którą nie panujemy. Ta myśl „ona mnie ignoruje” albo „ona chce, mnie porzucić” „on/ona mnie okłamuje” może być początkiem porwania emocjonalnego (tak określa to Daniel Goleman) W takim stanie emocjonalnym reakcje są niezwykle impulsywne i może pojawić się agresja, co prowadzi do przemocy i zastraszenia drugiej strony.

W takim silnym wzburzeniu emocjonalnym wpada się w sidła uczuć, często trudno pozbyć się bólu i wściekłości. Wtedy też trudniej zapanować nad myślami, a reakcje stają się prymitywne. Rytm serca wyraźnie wskazuje moment, w którym dochodzi do porwania emocjonalnego, ponieważ nagle wzrasta o 10, 20, a nawet 30 uderzeń na minutę. Brak tchu z powodu naprężonych mięśni zalewa fala strachu i złości, nieprzyjemnych odczuć. W subiektywnym odczuciu wydaje się, że nie ma od tego ucieczki, ma się poczucie, że ten stan może trwać wiecznie, gdy go nie rozładujemy. W takim stanie postrzeganie jest zawężone, trudno spojrzeć na sprawy z punktu widzenia drugiej strony. Dogadanie się jest wtedy mało możliwe.
Nawet w czasie kłótni przeżywa się silnie emocje i wtedy też są trudności, aby spojrzeć na to z drugiej strony. Każdy małżonek zatopiony w swoim stanie emocjonalnym rozwija w sobie myślowy chaos, który utrudnia mu dogadanie się. Wtedy też najczęściej małżonkowie nastawiają się na atak, aby zmienić swój stan emocjonalny, a że robią to oboje, to wynika kłótnia bez rozwiązania problemu.
Potem często komunikat chodź, musimy porozmawiać, jest odbierany — znowu się pokłócimy. Osoba, której odmawia się kontaktu słownego, jeszcze bardziej zatapia się w swoim porwaniu emocjonalnym. Potem może być tak, że niewinne wypowiedzi, czy jakieś zachowanie mogą być odbierane tylko negatywnie. Tak rodzi się coraz większy konflikt w małżeństwie, aż dochodzi do takiego stanu, że porozumienie jest niemalże mało możliwe bez osoby trzeciej.
Błahe sprawy stają się przyczynami poważnych konfliktów i wtedy partnerzy ciągle ranią swoje uczucia. Im więcej ran tym gorzej we wzajemnej relacji. Wtedy albo się rozwodzą, albo zaczynają żyć obok siebie, albo zaczynają siebie zmieniać, by potem zmieniać swój związek na lepszy.
Co ciekawe, podobno organizm mężczyzn podczas przykrych emocji wydziela do krwiobiegu więcej adrenaliny niż organizm kobiety. Emocje powstają w układzie limbicznym, serce odczuwa to zmianą rytmu, co Goleman nazywa limbicznym tangiem pomiędzy małżonkami: )) Wycofanie jednej ze stron (ta, która chce zwolnić rytm swojego serca) powoduje szybsze bicie serca u drugiej strony. Następuje wzajemne odpychanie i przyciąganie. Jeżeli jakiś partner wycofuje się z kontaktu, to drugi cierpi i „rzuca się na niego „niestety, czasami z przemocą.

Co chroni małżeństwo? Co robić, aby ochronić miłość i przywiązanie?

Nie ma gotowych recept, ale na pewno ważna jest świadomość, czy chcę być z tą osobą, czy jestem uzależniony? Czy boję się być sam? Powodzenie w związku zależne jest od tego, czy partner wzbudza w nas emocje przyjemne, czy nieprzyjemne? Jeśli wiążą silne uczucia nieprzyjemne, to związek może się przerodzić w toksyczny. Jeśli fundujemy sobie przyjemne stany emocjonalne, związek jest fajny i bezpieczny. Jak dalece mamy też własną samoświadomość? Jak sobie radzimy z trudnościami? Z emocjami? Czy boję się partnera? Czy liczę się z jego uczuciami? Pytania są ważne, gdy jest problem w związku.
Najczęściej to mężowie jako pierwsi zbagatelizowali rozmowy na tematy, które kobietę emocjonalnie interesowały, a może sama nie dała odpowiedniego sygnału wcześniej, tylko w sobie to dusiła. Potem, jak już pretensje i urazy nawarstwiły się, to musiało dojść do małżeńskiego kryzysu, aby emocje znalazły ujście. Z mojego doświadczenia wynika, że aby się dogadać, to musi być szczerość wobec siebie, to jest podstawa, która stanowi o tym, że będziemy też szczerzy z drugą stroną. Niektórzy mężczyźni mają pewną przypadłość, nie chcą zwierzać się z uczuć swoim zonom, bo chcą być silnym macho. W efekcie często powoduje to emocjonalne oddalenie, co wiadomo, związkowi nie służy. Może być też tak, że tłumione uczucia rozładowanie są poprzez agresję.

Gorzej dla związku jest, gdy partner próbuje sobie radzić w kryzysie w ten sposób, że nawiązuje romans z inną osobą w nadziei, że ten drugi będzie lepszy. Tymczasem z gabinetu terapeutycznego wynika, że powstają często te same problemy w drugich związkach. Oczywiście pewnie nie we wszystkich tylko w tych, w których partner nie dostrzegał swojego niewłaściwego postępowania i zamiast siebie zmienić, zmienił partnera.

 

 

O porażce inaczej...

centrumperspektywa

Wszyscy mamy wiele niezdrowych nawyków językowych w naszym dialogu wewnętrznym.
Słowa zostały wymyślone do komunikacji z innymi, dlatego trudno nam opisać swoje stany i odczucia  wewnętrzne za pomocą słów.Najczęściej utożsamiamy  myśli z emocjami, a nasze przekonania z faktami.
Takim niezdrowym słowem i nawykiem językowym jest używanie – zawsze, nigdy, PORAŻKA itp. Zachęcam do przeczytania świetnego artykułu o tym......link tu kliknąć, aby się otworzył. Otworzy się w nowym oknie.


Jednym z takich niezdrowych słów jest właśnie porażka, ponieważ zatrzymuje nas na przeżywaniu, a nie na działaniu. Jeszcze gorzej jest wtedy, kiedy wizualizujemy sobie porażki. Niektórzy nawet nie zaczęli jeszcze działać, a już widzą porażkę, już się jej boją. Żeby przestać się bać i widzieć  niemalże wszystko w czarnych barwach, to warto zmienić swoje  myślenie i uzyskać równowagę pomiędzy oceną przeszłości, a przyszłości, czyli skupić się bardziej na tu i teraz. Teraz  jest moment mocy. Żyjemy tylko tu i teraz, tu gdzie jest właśnie nasze ciało. Podświadomość pojmuje jedynie czas teraźniejszy  - jeśli myślimy, że kiedyś zaznamy porażki, to przykre przeżycia są już teraz - a przykre przeżywanie  (emocja + myśl) odbiera energię do działania.  Poczucie winy może doprowadzić  nawet do bezradności.  Zatem należy się pozbywać tego zbędnego balastu, jakim jest poczucie winy.  Wybaczyć sobie i innym, nie trzymać uraz, co nie znaczy, że wybaczam temu co zdradza, temu co, pije, bije i dalej z nim  jestem.  Wybaczam, ale i zmieniam swoją sytuację czy otoczenie.


Co ciekawe jedni ludzie po przeczytaniu tego w/w artykułu chcą zmienić swoje nawyki słowne , pracują nad tym i chcą zacząć innej myśleć, czyli inaczej dobierać słów, a inni ludzie po przeczytaniu artykułu wzruszą ramionami, stwierdzą =  no fajny i nie zmieniają  nic w swoich nawykach językowych. Dalej popełniają te same błędy. Aby zmiana była możliwa, to najpierw muszę sobie uświadomić, co robię źle, zaobserwować to, a potem chcieć to zmienić.
Zmiana siebie i swojego życia to ZMIANA WEWNĘTRZNEJ MOWY, a tym samym swojego stanu emocjonalnego. Gdy zmieni się mowa wewnętrzna, to zmienią się odczuwane emocje – a jak zmienią się emocje, to zmieniają się stany emocjonalne, a z kolei, że jest coś takiego jak jedność psychofizyczna, to zmiana mowy wewnętrznej wpływa na zmianę odczuć, a odczucia z kolei wpływają na automatyczne myśli, które nam się „odpalają „pod wpływem emocji. W związku z tym możemy przyciągać inne sytuacje i zdarzenia. Czy nikogo nie dziwi, że często nas spotyka to, czego się boimy? Jeśli się czegoś boimy, to wyznaczamy sobie tym samym cel do osiągnięcia- umysł podąża za energią.  Oczywiście robimy to nieświadomie, a chodzi o to, abyśmy jak najbardziej nasze życie  kształtowali  świadomie.


Dziś na tapetę, specjalnie dla Pani K, którą znam z realnego życia: )), która jak na mój gust ciągle jeszcze chce bardziej zmieniać innych niż siebie, choć samą siebie też zmienia i pracuje intensywnie nad sobą. Tu pewnie wkurzy się na mnie, bo to wywoła w niej  emocje: ))), ale o to chodzi, prowokacje są potrzebne, a emocje popychają nas do zmiany. Bo przecież ja też chcę zmieniać innych, ale też zmieniam siebie — pacjenci i klienci przychodzą do mnie po zmianę, bo tego właśnie chcą. Przynajmniej tak mi się wydaje. Chociaż na ten temat, jeśli dobrze pamiętam , w przypowieści De Mello jest — że ludzie nie chcą się zmieniać tylko chcą poczuć ulgę. Niestety, bez zmiany myślenia i przekonań czy właściwego doboru słów dla innego znaczenia, ulga jest mało możliwa.
No to słowo porażka. Myślałam, że Pani K :)) nie ma już tego słowa w swoim wewnętrznym języku, ale jednak ma. Niestety, nasze nawyki bardzo się ciężko zmienia. To znaczy, myślę, że te stare nawyki ciągle w nas funkcjonują, co najwyżej my wyrabiamy sobie nowe nawyki. Nawyki mogą dotyczyć czynności, ale mogą dotyczyć używanych przez nas słów. Jest taka pewna cecha myślenia, która nam przeszkadza – to wyolbrzymianie. Mały problem wtedy staje się bardzo duży, a towarzyszące temu emocje są bardzo przykre. Żeby się zmienić, to pierwszym krokiem jest dopuszczenie do siebie myśli, że nie jestem idealna, że mam prawo nie wiedzieć, mam prawo do błędu itp. oraz ważne jest, aby dopuścić do siebie świadomość, że może ja mam swoje, myślenie mało zdrowe? Mało racjonalne?
Porażka i sukces to elementy dualistycznego myślenia – dwie skrajności...jak widzę sukces, to nie widzę porażki ... Odczucia sukcesu to radość a odczucia porażki to złość, smutek, żal. Bardzo ważną rzeczą, którą musimy sobie uświadomić, to – na początku było słowo (podobno tak jest) Naukowcy dalej nie są zgodni, co jest pierwsze emocje czy słowo. Moim zdaniem zwierzęta nie mówią, a emocje odczuwają - emocje to jakiś stan fizjologiczny naszego ciała, który włącza mechanizm walcz-uciekaj ( odpowiedzialny za przetrwanie).   Przemawia do mnie to, że uczucia to są  proste emocje + ocena słowna.
Za słowem stoi jakieś znaczenie, czyli uczucie. Jeśli nie chcemy danej emocji, to nie używamy określonego słowa, które tę emocję wywołuje. Słowa to lewa półkula, a prawa to obraz. Mówiąc porażka, od razu uruchamiają się obrazy i emocje czegoś okropnego i mozg zostaje pochłonięty radzeniem sobie z tym czymś przykrym, a nie działa aktywnie dalej. Przykład Pana Edisona świetnie to obrazuje.
Jednak my za pomocą manipulacji slow i znaczenia tych slow możemy wpływać na swoje życie — słowa i ich znaczenie to coś fantastycznego, co dała nam świadomość — słowo jest potężnym narzędziem, który każdy ma w swoich rękach (no, właściwie w głowie), chociaż kto to wie, gdzie te myśli i słowa powstają. Niektórzy mówią, że w umyśle – a umysł jest tak potężny, że nawet naukowcy boją się definiować, co to właściwie jest.
No to słowo porażka – przedrostek po mówi nam, że coś jest po – jest już po czymś. Porażka nikogo nie mobilizuje – porażka wzbudza przykry stan emocjonalny i wtedy zamiast na działaniu, to skupiamy się na przeżywaniu. Oj, jaki ja biedny/a doznałem porażki. (Wyolbrzymianie i fiksowanie się na emocjonalnym stanie, strata energii na radzenie sobie z przykrymi emocjami)
Tu słynna przypowieść o Edisonie, dzięki któremu jesteśmy wszyscy oświeceni:))) Ktoś, kto zna, nie musi czytać, a ktoś, kto nie zna, niech czyta (jest to we wspomnianym artykule)
Do Edisona przyszedł pewien dziennikarz i mówi – Panie Edison te 2 tysiące prób pokazało, że nie można zrobić żarówki.....na co Pan Edison – te 2 tysiące prob pokazało, jak nie należy robić żarówki. Gdyby Edison myślał kategoriami sukces – porażka, czyli nastawiony był na dualne myślenie, to zapewne nie wynalazłby żarówki. Porażka to informacja zwrotna, że coś nie wychodzi tak, jak my zamierzamy. Rezultat jest inny niż przewidywaliśmy i tyle. Po co się zamęczać z tego powodu? Po co przeżywać? Co to zmieni? Lepiej próbować innych sposobów. Jeśli ktoś nie chce ze mną rozmawiać, to może cały czas popełniam te same błędy w rozpoczynaniu tej rozmowy. A może chcę tylko komuś  coś narzucać? Bo wiem lepiej, jak powinno się żyć?
Jeśli rzecz idzie o dzieci – zwłaszcza dorosłe dzieci – to my sobie możemy zamierzać, co chcemy – to nie zależy już od nas, ale od nich. Natomiast im więcej będziemy mu/ jej dawać do zrozumienia, jakim jest nieudacznikiem (tez jest o tym w polecanym artykule) tym bardziej im zaszkodzimy. Myślokształty na temat dzieci należy budować w głowie pozytywne, a nie negatywne. To znaczy, wierzyć w to, że dziecko ma swój rozum i jak sami mamy poczucie, że swoje życie jest nieudane, to dzieci nawet nas słuchać nie chcą. Chyba każdy z nas metodą prób i błędów radzi sobie w tym życiu i jeszcze nikt za nikogo życia nie przeżył. Fajnie jak sobie pomagamy nawzajem, ale nawet jak komuś podajemy dobre kąski na talerzu, to on/ ona sam musi to zjeść, połknąć, przetrawić i wydalić.

No i bardzo ważne mieć dystans do siebie - nie utożsamiamy się z tym jakbyśmy byli tą porażką, bo pamiętajmy to tylko informacja zwrotna, że  tym sposobem  tego nie osiągniemy.

 

Ekstatyczne ja

centrumperspektywa

Podobno nasze prawdziwe Ja jest w stanie radości, szczęścia czy ekstazy cały czas i to bez względu na to, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie.

Nie doświadczymy tego, póki nie zintegrujemy świadomego i podświadomego. Nieszczęście zatem, które nas dotyka...

jest uwarunkowanym stanem świadomości. Mądrość to nic innego jak zespolenie się z bezwarunkowanym stanem umysłu. Bezwarunkowy stan umysłu to miłość, warunkowy to strach.

W celu zaznania radości należy oczyścić umysł z uwarunkowań. Chyba każdy zna warunkowanie klasyczne i eksperymenty Pawłowa z psem i jedzeniem, które pokazują, jak się uczymy, czy też warunkujemy.

Stres, wyparte treści czy emocje zakłócają dostęp do bezwarunkowej radości.

Te mądrości ekstatycznego Ja znalazłam w książce Colina P. Sissona „Wewnętrzne przebudzenie”

Z drugiej strony tak sobie myślę, jest noc i dzień, światło i mrok. Zatem chyba w porządku, że możemy doświadczyć warunkowego i bezwarunkowego stanu umysłu. Bo czyż przeciwieństwa nie tworzą całości?

Najwięcej radości zabiera porównywanie — jej syn jest zdrowszy, jej córka lepiej się uczy, oni mają lepszy samochód, dom, ona jest ładniejsza, tam lepiej leczą, jego zona jest lepsza itp. Czasami może faktycznie lepsza, może zdrowszy. Jakby nie było, to my sami nadajemy emocjonalne zabarwienia i oceny poszczególnym zdarzeniom, czy faktom za pomocą uwarunkowanej świadomości.

Tymczasem fakty są emocjonalnie obojętne, a my nadajemy im emocjonalną ocenę poprzez nasze uwarunkowane schematy.

W razie zmiany sytuacji niektóre są całkiem nieadaptacyjne i potem powrót do równowagi zajmuje trochę czasu, ponieważ musi w tym czasie ulec zmianie ocena i dany schemat.

Czyli nauczyliśmy się (uwarunkowaliśmy) - czym mamy się martwić i z jakiego powodu czuć się nieszczęśliwie. Z drugiej strony, gdy teraz o tym piszę, jakoś nie wyobrażam sobie, abym była szczęśliwa, pozostając w ciągłej ekstazie. Zatem czyż nie chodzi o świadomość jednego i drugiego stanu?

 



© Centrum Psychologiczno-Rozwojowe
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci